wtorek, 14 sierpnia 2012

KABÁT, Rocková Ostrava 12.08.2012

Gwiazdą wieczoru Rockowej Ostravy był Kabát. Wołanie fanów zmieniło się w prawdziwą euforię, kiedy usłyszeliśmy intro do Banditi di Praga i ta radosna atmosfera utrzymywała się bez przerwy do samego końca koncertu. Potem nastąpił czas na Piju já, piju rád,  Na sever, Shořel náš dům, których teksty, jak zresztą wszystkie kolejne, publika doskonale znała i śpiewała. Nie zabrakło obowiązkowej piosenki Malá dáma, ale żeby nie zwalniać przesadnie tempa zaraz potem rozbrzmiały Cesta do Kadaně i Dole v dole. Po kolejnym kawałku z najnowszej płyty, Don Pedro von Poltergeist, nadszedł czas na stare hity: Všechno bude jako dřív, a także Sem klidnej – był to pierwszy utwór mniej znany fanom, na co zresztą zwrócił uwagę sam Pepa Vojtek. Od początku koncertu w oczy rzucała się doskonała forma wszystkich artystów. Uśmiechy na ich twarzach, nieodłączne zapowiedzi piosenek, podczas których wszyscy milknęli i wpatrywali się w scenę jak w obrazek, dodatkowe efekty w postaci szalejącego na scenie ognia i wielkich telebimów w tle – to wszystko potęgowało wrażenie kultowości wydarzenia, w którym braliśmy udział. Dalsza uczta dla naszych uszu obejmowała takie utwory jak Wonder, Bara, Tak teda pojď, Bruce Willis, Úsměv pana Lloyda, Šaman, kolejna perełka ‘Banditi di Praga’ -  Ebenový hole, Starej bar, Kdovi jestli i, na „pożegnanie”, tradycyjna Pohoda.

Po krótkiej przerwie Kabáci wyszli na oczekiwane bisy. Po Burlaci doprosiliśmy się w końcu sztandarowego Žízeň, podczas którego temperatura pod sceną podskoczyła do granic możliwości. Ostatecznie zespół pożegnał nas kawałkami Colorado i Moderní děvče, po czym nastąpił skromny pokaz sztucznych ogni.
Krótko mówiąc – 2 godziny 10 minut profesjonalnego, rockowego show; 25 utworów znanych i kochanych przez wszystkich; brak głosu nazajutrz; koncert-marzenie. Niech za komentarz posłuży wcale nie przesadzone stwierdzenie, że podobnie, czasem może nawet z mniejszym uwielbieniem, reagowali fani na koncertach Manowar, AC/DC, Metalliki czy Iron Maiden. Wielkim plusem dla zespołu jest fakt, że przy całej swojej legendzie Kabáci pozostają skromni i na pierwszy rzut oka widać, że na scenie nie pracują, ale dobrze się bawią i nie mają zamiaru szybko tej zabawy przerywać. Szanse na ich koncert w Polsce, podobnie jak na koncerty Citron czy Kreyson, są niestety nikłe (jeśli w ogóle jakieś istnieją), ale Czechy wcale nie leżą na drugim końcu świata i myślę, że warto od czasu do czasu zorganizować wypad na festiwal typu Rocková Ostrava.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz